
Hajduczki, Szczecińska czwórka radiowa, Trymer czy Bogdan Kryś – przez ponad pół wieku artyści zapomniani. Na szczęście udało się ich odnaleźć w radiowych archiwach. „Piosenka o Wałach Chrobrego”, „Szczecińska noc”, „Hymn stoczniowców” czy „Turzyńska polka”. Po kilkudziesięciu latach niektóre z nich bawią, inne przywodzą na myśl wspomnienia z PRL-u, ale na pewno warto, by wreszcie ktoś się o nich dowiedział – pisze Agata Rokicka, autorka audycji poświęconych historii naszego miasta.
Proszę wyobrazić sobie olbrzymie, wysokie na dwa piętra pomieszczenie, wypełnione półkami. Dziesiątki tysięcy większych i mniejszych kartonowych pudełek, w które opakowane są taśmy. Na nich głosy z przeszłości. Znajdziemy tu przemówienia partyjnych kacyków, uroczyste przecinanie wstęg, wizyty przywódców bratnich narodów, ale i zwykłe, codzienne życie utrwalone na kilometrach taśm z radiowego archiwum.
Wreszcie piosenki. Wśród nich te najbardziej dla nas cenne - opowiadające o Szczecinie. Nazwa miasta odmieniana jest tu przez wszystkie przypadki: „Szczecińska piosenka”, „Piosenka o Szczecinie”, „Kocham Szczecin” „Szczecin i Ty”, „Szczeciński tramwaj”, „Szczecińską szóstką w pogodny świat”, „Szczecin, moje miasto”, „Przez szczecińskie ulice”... można by wymieniać długo. W tych piosenkach znajdziemy zapisane nutami życie dawnego Szczecina. Ktoś rano biegnie do szkoły, ktoś dzielnie wykonuje swoją pracę, ktoś się z kimś spotyka, ktoś się w kimś zakochuje... A wszysto w doskonale znanej nam przestrzeni. Są tu Wały Chrobrego, Odra, Pogodno, Gumieńce, jezioro Głębokie, Turzyn... Jest szczecińska zieleń, są magnolie, są mosty, aleje i place... Słuchając tych utworów, podróżujemy w czasie. Te najstarsze piosenki, nagrane na początku lat 50., są zapisem chwili - uroczo trzeszczące, z oddechami, stuknięciami w mikrofon, a nawet z kaszlnięciami.
Ludwik Zdanowski wówczas student politechniki, śpiewający w popularnej Szczecińskiej Czwórce Radiowej, ciepło wspomina tamte czasy.
- Dostawaliśmy 500 złotych za nagranie w radiu dwóch piosenek tygodniowo. Oczywiście te 500 złotych dostawaliśmy wtedy, kiedy piosenki ukazywały się na antenie.
Stanisław Modelski wieloletni dziennikarz muzyczny radia i TV Szczecin, pomaga określić wartość tych pieniędzy.
– Pamiętam, że ćwiartka wódki z czerwoną nalepką kosztowała 24 złote. A w 1955 roku kupiłem sobie sztruksową marynarkę za 180 złotych. Jak łatwo obliczyć za dwie piosenki można było kupić blisko 21 butelek wódki albo dwie i pół marynarki – opowiada Modelski.
W tych czasach - prócz nawiązującej do tradycji rewelersów i grup takich jak Chór Dana czy Chór Czejanda - Szczecińskiej Czwórki Radiowej działały również zespoły wokalne: Trymer i Fala.
Z tamtego okresu pochodzi „Biała mewa”. To był szlagier! Śpiewała go cała Polska! Ale nawet w Szczecinie rzadko kto teraz pamięta, że powstała w naszym mieście. Melodia jest co prawda rosyjska, ale słowa napisał do niej szczeciński aktor i radiowiec, Rajmund Fleszar. „Biała mewo, leć z piosenką tą. Leć daleko na ojczysty ląd. Poleć, powiedz, że marynarz chwat morze kocha od dziecinnych lat...” - te słowa jako pierwsza zaśpiewała Fala. Później wielu innych wykonawców. „Biała mewa” znalazła się także na ścieżce dźwiękowej filmu „Szczęśliwego Nowego Jorku”. I - co ciekawe - ktoś inny podpisał się tam jako autor słów...
Lata 60. to fascynacja nowszymi, bardziej nowoczesnymi brzmieniami. W 1962 i 63 roku w Szczecinie odbyły się Festiwale Młodych Talentów. To tu swoje kariery rozpoczęli m.in. Czesław Niemen, Karin Stanek, Niebiesko-Czarni, Wojciech Gąssowski, Krzysztof Klenczon, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa czy nasza szczecińska Helena Majdaniec. Fascynację mocniejszym uderzeniem czuć w przecudownej piosence „Szczecin, moje miasto”, którą brawurowo zaśpiewał Bogdan Kryś. Był rok 1968. Pan Bogdan miał wówczas 18 lat. Wraz z grupą Tetrachordy wziął udział w przeglądzie Szczecińska Wiosna Orkiestr, który odbywał się w Kaskadzie.
- Nie miałem pojęcia, że ta piosenka została nagrana. Dowiedziałem się o tym po 40 latach, kiedy córka usłyszała ją w Radiu Szczecin. Zgłosiła się do radia i poprosiła o przegranie tego utworu na CD. Płytę dostałem w prezencie urodzinowym. Ależ byłem zdziwiony i zaskoczony – mówi Bogdan Kryś.
Rok później we wspomnianym przeglądzie wziął udział zespół o tajemniczo brzmiącej nazwie Coma 5. Refren ich ballady brzmiał:
„Samotny śledź, ach śledź niewyłowiony,
Bowiem zbyt duże oczka miała sieć.
Samotny śledź, wzgardzony, porzucony,
Zakompleksiony, sfrustrowany, mały śledź”.
Piosenką o zestresowanej rybie oko do słuchaczy puszczał Tadeusz Klimowski, znakomity szczeciński tekściarz. Naturalnie lata 60. to także czas Filipinek, najpopularniejszego szczecińskiego zespołu. To od tej grupy, wzięła się moda na girlsbandy. Szczecinianki, Pomorzanki, Słownianki, Hajduczki - to nazwy tylko tych najbardziej rozpoznawalnych. Niezwykłym zjawiskiem w życiu muzycznym Szczecina była Ręczno-Nożna Kapela Przydrożna. Założona w 1980 roku przez Tadeusza Klimowskiego i Brunona Gościniaka kapela stoczniowa, reprezentowała styl określany mianem folkloru miejskiego. Solistą zespołu był Józef Bartoń, a w jego skład wchodzili amatorzy m.in. kolejarz, pracownik akademicki i dziennikarz. „Turzyńska Polka”, „Polewaczka”, „Felek ratownik”, „Malowana lala”, „Tango za kotarą” - to piosenki utrwalające od zapomnienia ludzi i miejsca, których już nie ma. Lata 80. to era teledysków. Warto poszukać w internecie nagranych przez Ręczno-Nożną Kapelę Przydrożną filmików - zobaczymy i dawne targowisko Turzyn i nieistniejącą już „ścianę płaczu” przy Alei Wojska Polskiego obok pizzerii Piccolo, a także obraz kąpieliska Głębokie sprzed 30 lat.
Część taśm wypełniających półki radiowego archiwum jest rzetelnie opisana - wiadomo kto nagrał, kogo i po co. Niestety tylko część. Wiele zawiera niepełne, jeśli nie fałszywe informacje. Pamiętam dreszcz towarzyszący pierwszemu radiowemu odkryciu i radość dzielenia się nim ze słuchaczami audycji „Szczecin we wtorek”. Cieszę się także, że powstają płyty ze starymi nagraniami. Rok temu taką płytę wydał Teatr Polski, niebawem ukaże się rocznik Sediny ze starymi piosenkami, a teraz specjalnie dla swoich czytelników zupełnie unikatową płytę przygotował „Prestiż”. Słuchając tych utworów wiele osób się uśmiechnie, czasem nawet parsknie śmiechem, innym zakręci się w oku łza... Najważniejsze jednak, byśmy przestali myśleć, iż Szczecin po wojnie był muzyczną pustynią, z dwiema oddalonymi od siebie o „wieki” oazami - Filipinkami i zespołem Hey.
Czekamy na Państwa opinie na temat płyty Szczecin retro. Proszę do nas pisać na adres:
redakcja@eprestiz.pl lub Prestiż magazyn szczeciński, al. Wojska Polskiego 31/4 Szczecin. Najciekawsze wydrukujemy w sierpniowym Prestiżu.
Agata Rokicka