As serwisowy

Faux Pas

Dla zadeklarowanego kibica ostatnie tygodnie to była prawdziwa uczta. W końcu igrzyska. I dla mnie nieważne, że zimowe. Nie ma też większego znaczenia, że obserwowanie rywalizacji w niektórych dyscyplinach trochę nudnawe. Olimpiada to olimpiada.

Małysz, Kowalczyk, Sikora… No i Vancouver – miejsce niewiarygodne, kto był ten wie. Szusując na nartach na stokach podmiejskiego Gross Mountain, możemy podziwiać widok na ocean. Zapiera dech w piersiach.

Ale nie dla pięknych krajobrazów oczy całego świata skierowane były na to kanadyjskie miasto. Także my, Polacy, spoglądaliśmy na stolicę British Columbia z nadzieją i wielkimi oczekiwaniami. Udało się na całej linii. Medali prawie tyle, co na wszystkich poprzednich zimowych olimpiadach. No i wreszcie po latach znowu złoto. Prawdziwa niekłamana radość i powód do dumy. Już cała armia sportowych działaczy wypina piersi po medale i splendor. I wszystko byłoby super, gdyby nie te panczenistki. Przecież już w połowie igrzysk sam naczelny prezes polskiej rodziny olimpijskiej postawił na łyżwiarzach i łyżwiarkach przysłowiowy „krzyżyk”. Groźby wykrzykiwali także inni działacze. A to, że na żadną przyszłą olimpiadę „turyści” nie pojadą, a to, że wstyd i hańba. Prawdziwi radykałowie grozili nawet rozwiązaniem niektórych związków sportowych, co jawi się albo jako „strzał w stopę”, albo jako prawdziwie heroiczna postawa prawdziwego patrioty, któremu zależy nie na własnych przyjemnościach związanych z wyjazdami, a jedynie na dobru polskiego sportu.

I po tej fali krytyki, która jak prawdziwe tsunami przelała się po snowboardzistach, przedstawicielach panczenów, biatlonistach i innych, nagle takie faux pas. Te „beznadziejne” łyżwiarki, „turystki bez ambicji” na sam koniec olimpiady zdobywają medal. I co powiecie im i nam „kochani” działacze? Że się cieszycie, że duma was rozpiera, że ten sukces to dzięki waszym działaniom i takie tam inne ble, ble. A tak naprawdę ten sukces dziewczyny zawdzięczają tylko sobie i trenerom. To one wylewają wiadra potu, rezygnują z rodzinnego normalnego życia, spędzając większość roku na obozach, zgrupowaniach i to najczęściej poza granicami naszego kraju, bo w Polsce nie mamy żadnego krytego toru. Nie osiągniemy sukcesu w curlingu, mając w całym kraju do dyspozycji zaledwie kilka kompletów specjalnie szlifowanych granitowych kamieni niezbędnych do uprawiania tej dyscypliny (jeszcze zupełnie niedawno był tylko jeden). Nie będziemy liderami w zimowych dyscyplinach, w których liczba związkowych działaczy przekracza liczbę zawodników. Nie będzie dobrze, kiedy to ci „społeczni”, co tak często podkreślają, działacze łączyć będą swoje prywatne interesy z działalnością publiczną w związkach.

O tym wszystkim nasze brązowe medalistki opowiadały dziennikarzom w swoich pierwszych wywiadach, kiedy tylko łzy radości przestały już płynąć po policzkach. Dziękowały trenerom, mówiły o swojej wielkiej radości i szczęściu, które czuje się po latach przygotowań i osiągnięciu wymarzonego sukcesu. Wspomniały jeszcze o czymś niezwykle ważnym. Nigdy nie wolno skreślać żadnego sportowca przed zakończeniem zawodów – triumfowały z odrobiną goryczy. Czekałem, co na to powie prezes i działacze, jaki komentarz usłyszymy od niektórych dziennikarzy, którzy do tego chóru malkontentów się przyłączyli?

W telewizyjnej rozmowie z prezesem PKOl padały słowa „gratulacje”, „niespodzianka”, a nawet anglojęzyczne „szok”, ale mi osobiście zabrakło zwykłego „przepraszam”. A dziewczynom to się po prostu należało.

 

Krzysztof Bobala

Krzysztof Bobala
Współwłaściciel agencji reklamowej „BONO”, organizator turnieju Pekao Open, wielki miłośnik tenisa i innych sportów rakietowych

© Wydawnictwo Fabryka Słowa Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone