Podróże

Artysta na antypodach

Wapienna formacja „London Bridge” na trasie Great Ocean Road

 

Co łączy Kylie Minouge, Nicole Kidman oraz Russela Crowe? Wszyscy są międzynarodowymi gwiazdami, a pochodzą z Australii. To wielki kraj, położony na najmniejszym kontynencie. Kojarzy się z kangurami i misiami koala, ale tak naprawdę to miejsce pełne egzotyki, zaskakujących różnic i ciekawych miast czy miejsc. Zapewne każdy, kto lubi podróże, marzy o odwiedzeniu „końca świata” na antypodach.

To marzenie mieli okazję spełnić właściciele szczecińskiej galerii Trystero – Przemysław Cerebież-Tarabicki i Teresa Bojułko wraz z przyjaciółmi. Trzytygodniowy pobyt w Australii był następstwem projektu SMS – Szczecin-Melbourne-Szczecin, w którym biorą udział artyści związani z naszym miastem. W zeszłym roku w Szczecinie mogliśmy oglądać prace Polaków mieszkających i tworzących w Australii, a w tym roku szczecinianie wystawili swoje dzieła w australijskich galeriach. Wśród nich pan Przemysław, który odwiedził Melbourne na przełomie czerwca i lipca.

Coraz bliżej 

Świat się skurczył, a możliwości rozszerzyły. To, co kiedyś wydawało się niedostępne i odległe, zbyt drogie lub niewykonalne, dzisiaj okazuje się na wyciągnięcie ręki. Tak jak wyprawa do Australii. Podróż w obie strony wymaga cierpliwości i wytrzymałości, bo loty i przesiadki zajmują łącznie około 60 godzin. Jak deklaruje Tarabicki – w trzytygodniowym odstępie czasu da się przeżyć taką podróż, chociaż jest wyczerpująca.

– Na szczęście problem zmiany strefy czasowej nie zaowocował objawami typowymi dla jet-lag – opowiada artysta. – Teresa miała problem, drugiego dnia po podróży nastąpił kryzys, ale porządna dawka snu zażegnała go.

Pierwszy tydzień szczecinianin spędził na przygotowaniach do wernisażu. – W tym czasie przygotowywaliśmy wystawę i poznawaliśmy ludzi.

Wśród nich Polaków, którzy wiele lat temu przyjechali do Australii, osiedli w Melbourne i żyjąc tam, oddają się pracy twórczej.

– W Melbourne i w całej Australii w ogóle można spotkać ludzi wielu narodowości, a wielu Australijczyków ma korzenie na całym świecie. To prawdziwy tygiel kulturowy i widać to na każdym kroku – mówi.

Drogą nad oceanem 

W ciągu dwóch kolejnych tygodni szczecinianin miał okazję zwiedzić okolicę, zobaczyć Sydney czy wykąpać się w oceanie (to odważny krok podczas pory zimowej). Cerebież-Tarabicki wraz z przyjaciółmi wybrali się najpierw na kilkudniową wycieczkę z Melbourne w kierunku oceanu. Trasa wiodła niezwykle malowniczą drogą Great Ocean Road, która obejmuje nadmorskie kurorty i piękne parki narodowe stanu Wiktoria. Ta widokowa trasa jest jednocześnie pomnikiem.

– Została zbudowana po pierwszej wojnie światowej przez zdemobilizowanych żołnierzy – opowiada szczeciński artysta.

Droga powstawała przez 16 lat i została poświęcona pamięci żołnierzy zmarłych w pierwszej wojnie.

– Podczas podróży zobaczyliśmy słynnych Dwunastu Apostołów – opowiada. – To majestatyczne wapienne kolumny stojące u brzegu morza w parku Port Campbell.

Wapienne formacje są jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych. Nie ma ich dwunastu, nazwa została nadana ze względu na ich majestatyczny widok. Co więcej, kolejne kolumny w wyniku działań przyrody ulegają zniszczeniu – kilka lat temu 50-metrowa kolumna zawaliła się na oczach turystów. To niesamowite widowisko. Działanie naturalnych czynników może jednak w tym miejscu sprawić, że w miejsce starych „Apostołów” pojawią się nowe wapienne kolumny.

Po drodze wzdłuż oceanu, na trasie Great Ocean Road, odwiedzali również nadmorskie kurorty. Jak mówi bohater podróży, spotykali tam różnych ludzi i zdarzały się zaskakujące sytuacje, które jednak zawsze były pozytywne, a spotkani ludzie serdeczni.

– W jednym z kurortów, dość drogim Lorn, spotkaliśmy Polkę, starszą panią, która wyemigrowała na antypody tuż po wojnie. Gdy tylko nas usłyszała, zaprosiła do rozmowy – opowiada Tarabicki.

Większość spotykanych po drodze osób była otwarta i pomocna. Miło było, gdy w jednym z hoteli, w których zarezerwowali nocleg, dostali dwa pokoje w cenie jednego. Skoro i tak pokoje były puste z powodu zimy, nikt nie miał nic przeciwko temu, żeby zaproponować gościom dwa pomieszczenia. W tej okolicy bardzo charakterystyczne są pozostałości lasów deszczowych – przemieszczając się zaledwie kilka kilometrów w głąb lądu, napotykamy zupełnie inną przestrzeń. To wręcz niesamowite, jak szybko zmienia się krajobraz – nasz bohater twierdzi, że to wręcz przerażające.

– Wystarczy wstawić tam dinozaura i możemy kręcić „Park jurajski” – śmieje się.

Wśród australijskich winnic 

Podczas niezbyt długiego pobytu w Australii Cerebież-Tarabicki miał sporo okazji, aby degustować wyborne australijskie wina. W ostatnich latach ten kraj właśnie stał się winiarską potęgą – produkują tu świetnej jakości shiraz czy chardonnay. To Australii udało się odtworzyć szczepy winogron, które nie mogą być już uprawiane we Francji.

Degustacjom wina sprzyjał pobyt w samym Melbourne. – Wokół miasta, na obrzeżach i w małych wioskach jest usytuowanych mnóstwo winnic, a popularną metodą zwiedzania ich jest wynajmowanie busa i objeżdżanie tych miejsc w pięć-sześć osób – opowiada.

Podczas jednej z takich wypraw miał jedyną okazję zobaczyć zwierzę, które od razu przychodzi na myśl, kiedy mówimy o Australii.

– W okolicy Melbourne jest wiele miejsc przy drogach, gdzie stoją znaki ostrzegające przed kangurami wyskakującymi na jezdnię, jednak żaden nam się nie zdarzył. Jeden raz namierzyliśmy je z dość dużej odległości na otwartej przestrzeni – wspomina.

Zdarzyło się też spotkanie z misiami koala. Pan Przemysław fotografował je, kiedy jadły liście eukaliptusa lub spały wysoko na drzewach. – Na szczęście miałem dobry obiektyw i mogłem zrobić zbliżenia tym pijanym torbaczom – śmieje się.

Ciekawą i bardzo fajną inicjatywą jest tworzenie w winnicach miejsc związanych ze sztuką. W wielu, nawet najmniejszych i oddalonych od centrów wiosek, można było natknąć się na galerię czy małe muzeum. – To w ogóle cecha tego kraju – sztukę widać tam wszędzie: w parkach, na ulicach, w prywatnych i publicznych instytucjach – mówi pan Przemysław.

Miasto niewolników? 

Historia Australii jest specyficzna i dość skomplikowana. Ze względu na trudne warunki w głębi lądu, życie na kontynencie skoncentrowało się na wybrzeżach. Niedaleko od siebie leżą Melbourne i Sydney, miasta w pewnym stopniu ze sobą rywalizujące.

– Złośliwi mieszkańcy Melbourne mówią o Sydney, że to miasto niewolników, swoje zaś uważają za miasto ludzi wolnych – opowiada pan Przemysław.

Faktycznie, między miastami widać różnicę, szczególnie w architekturze. – Urbanistyczny miszmasz jest raczej ozdobą australijskich metropolii.

W Sydney obok typowo wiktoriańskiej zabudowy stanęły przypadkowe wieżowce, w Melbourne zaś widać większą dbałość o szczegóły i otwartość miasta. Niemniej podróżnicy zapewniają, że życie toczy się „w parterze” – w licznych kafejkach, lokalach, galeriach i parkach.

W Sydney Przemysław Cerebież-Tarabicki podziwiał Operę i Harbour Bridge podczas wycieczki promem. Jako artysta zachwycał się miejscami sztuki i architekturą poszczególnych dzielnic. Rdzenni mieszkańcy – Aborygeni – są w miastach postrzegani jako atrakcja turystyczna, lokalny folklor. Można ich zobaczyć na ulicznych preformance’ach.

Mimo pełni zimy pan Przemysław odwiedził także słynną plażę Bondi Beach, gdzie odważył się (jako jedyny uczestnik wycieczki) zanurzyć w chłodnym o tej porze roku oceanie. Wracając z Sydney do Melbourne, w którym „stacjonowali”, przejeżdżali przez pasmo Gór Błękitnych. Tam, na dużych wysokościach, pogoda była zaskakująca. – W ciągu kilku godzin popołudnie ze słonecznego i dość ciepłego nad morzem, gdzie było około 20 stopni, zmieniło się w przejmująco zimne w górach, gdzie padał śnieg z deszczem – wspomina szczecinianin.

Przez te trzy tygodnie poznali zaledwie mały wycinek tego fascynującego kontynentu.

– Naturalnie marzy mi się, aby tam wrócić, żeby tym razem zobaczyć tropiki i rafę koralową, zwiedzić więcej w głębi lądu, zobaczyć niezmierzoną pustynię, charakterystyczne australijskie outbacks.

WERONIKA BULICZ

 

-
-
Teresa Bojułko z Aborygenami w centrum Sydney
Teresa Bojułko z Aborygenami w centrum Sydney
Przemysław Cerebież-Tarabicki przed galerią gdzie odbywał się wernisaż
Przemysław Cerebież-Tarabicki przed galerią gdzie...
Opera w Sydney nocą
Opera w Sydney nocą
Harbour Bridge
Harbour Bridge
W parku w Melbourne
W parku w Melbourne
-
-
2009-12-14
powrót
© Wydawnictwo Fabryka Słowa Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone