
Wilno, Kaszuby, Kartuzy – to tylko niektóre miejsca na trasie dwumiesięcznej wędrówki, jaką odbyli szczecinianie Danuta i Marek Polakiewiczowie. Bynajmniej nie są to miejsca leżące w Polsce czy na Litwie, ale w… Kanadzie.
Danuta i Marek Polakowscy na co dzień są hotelarzami ze Szczecina, pan Marek jest też redaktorem leksykonu encyklopedycznego Who is Who w Polsce. W wakacje 2006 roku postanowili odwiedzić Kanadę, a szczególnie miejsca związane z Polakami. – Zostaliśmy zaproszeni przez przyjaciół mieszkających od dwudziestu lat w Kanadzie, gorących patriotów. To oni namówili nas na taką sentymentalna podróż – opowiada pan Marek.
Zaczęli jednak od miejsc typowo kanadyjskich. Kraj najbardziej znany jest z wielkich centrów biznesu i handlu – Toronto, Montrealu i Ottawy na wschodzie kraju oraz Vancouver i Edmonton na zachodzie. – Z tych miast, które zwiedziliśmy, największe wrażenie zrobiły na nas Toronto oraz Ottawa, stolica Kanady, która urzekła nas bardzo europejskim charakterem – opowiadają „Prestiżowi”.
Toronto to największa metropolia w kraju. Główną atrakcją miasta jest przede wszystkim jego różnorodność. Większość ciekawych miejsc skupia się w centrum wokół słynnej CN Tower. Tuż obok wznosi się garbata sylweta stadionu SkyDome. Pożywkę dla ducha oferuje Art Gallery of Ontario, która ma w swoich zbiorach najlepsze obrazy kanadyjskich artystów, a także Royal Ontario Museum ze zbiorami sztuki chińskiej.
– W Toronto język polski można usłyszeć w wielu miejscach, a wśród śladów Polski najbardziej poruszający wydaje się potężny monument – Pomnik Katyński, stanowiący w zamyśle autora pęknięte i rozdarte polskie serce – opowiada wzruszona pani Danuta. Z kolei Ottawa to gwarne, otwarte na świat miasto liczące 330 tys. mieszkańców. Największe jej atrakcje skupiają się na stromych południowych brzegach rzeki Ottawy, po obu stronach kanału Rideau. Można tam podziwiać monumentalne wiktoriańskie gmachy na Parliament Hill, znakomite zbiory sztuki w National Gallery, militaria w Canadian War Museum, okazałą bazylikę Notre Dame lub zajrzeć na ByWard Market, gdzie skupia się najwięcej restauracji i barów.
Wszystko to wystarczy, by żądny wrażeń turysta zatrzymał się tu na parę dni… Kanada to nie tylko wielkie centra biznesu i handlu. To przede wszystkim turystyka, gdzie prym wiedzie Niagara, niemal jeden z symboli narodowych. Ryk wodospadu słychać z odległości paru kilometrów, jednak sam widok przechodzi wszelkie oczekiwania. Biały łuk spowija gęsta mgiełka, zaś w dole krążą statki – kruszynki na tle kotłującej się wody, podpływające niemal pod sam wodospad. – Niagarę trzeba koniecznie zobaczyć na własne oczy, bowiem żaden opis nie odda w pełni piękna, ale też i wspaniałej organizacji i wzorcowej obsługi turystycznej tego miejsca – opowiada pan Marek.
Ale Niagara słynie nie tylko z wodospadu. W centrum miasta jest usytuowana tablica pamiątkowa poświęcona inż. Kazimierzowi Gzowskiemu, którego Kanadyjczycy nazywali Casimirem. Był on słynnym budowniczym mostów i projektantem słynnego mostu International Bridge łączącego Kanadę ze Stanami Zjednoczonymi. Kazimierz Gzowski, który osiedlił się w Niagarze w XIX wieku, stał się patronem całej kanadyjskiej Polonii. W trakcie swojej wędrówki Polakiewiczowie trafili także na Kaszuby. Jest to region, który figuruje na oficjalnych mapach Kanady. Tereny te zostały odkryte na początku lat 50. ubiegłego wieku przez polskiego księdza – franciszkanina Rafała Jana Grządziela. Można tam bardzo często spotkać się z polskimi nazwami miejscowości czy uliczek, jak choćby Kopernik, Vistula czy Kartuzy. Również wiele lokalnych dróg nosi polskie nazwy.
– Podróżując po tym przepięknym rejonie, natrafiliśmy na miejscowość Wilno – wspominają. – Nie wierząc własnym oczom, musieliśmy wyjść z auta, aby zrobić zdjęcie tablicy z nazwą miasteczka. Okazało się, że jest to miejscowość o typowo polskim charakterze, z obowiązkową polską restauracją i powiewającą biało-czerwoną flagą. Okazało się, że 80% mieszkańców Wilna stanowią potomkowie pierwszych polskich osadników. Wspominając o emigrantach w Kanadzie, nie można zapomnieć o głównej miejscowości tego regionu, a mianowicie o Barry`s Bay. Centralną postacią tej miejscowości jest polski pilot Janusz Żurakowski, który zamieszkał w Kanadzie wraz z rodziną 21 kwietnia 1952 roku i został pilotem doświadczalnym. Jako pierwszy w Kanadzie testował samolot lecący z szybkością dźwięku. Janusz Żurakowski był oficerem kanadyjskiego lotnictwa wojskowego.
– Krocząc po licznych śladach polskości, podczas naszej dwumiesięcznej wędrówki odwiedziliśmy wiele miejsc, w których splata się polska historia i teraźniejszość bytowania kolejnych roczników emigrantów – dodają państwo Polakiewiczowie. Największym zbiorowiskiem kanadyjskiej Polonii jest Mississauga położona niedaleko Toronto. Tam język polski jest wszechobecny. Nie można też nie wspomnieć o pewnej niezwykle miłej i zupełnie zaskakującej przygodzie, która spotkała podróżników podczas wizyty w jednym ze sklepów na terenie miejscowości Barrie, około 100 km od Toronto.
– Odwiedziliśmy wraz z przyjaciółką sklep muzyczny. Tu zainteresował się nami szef sklepu, z pochodzenia bodajże Hawajczyk. Nagle doszła do naszej świadomości znajoma melodia. Okazało się, iż szef usiadł do pianina i specjalnie dla nas zagrał... polski hymn. I to bezbłędnie. Byliśmy w szoku. Wróciliśmy do Polski bardzo szczęśliwi i dumni także z tego, że jesteśmy Polakami. Takiego bowiem nasycenia polskością wiele tysięcy kilometrów stąd absolutnie się nie spodziewaliśmy – twierdzą zgodnie państwo Polakiewiczowie.