Prawdziwe cuda motoryzacji powstają w podszczecińskim Tanowie. Leszek Budyłowski odbudowuje zabytkowe samochody. Auta są tak doskonale restaurowane, że kilka z nich zagrało już w filmach – TVN-owskiej produkcji „Wielkie ucieczki" czy niemieckim filmie o zamachu na Adolfa Hitlera.
Gdyby nie Budyłowski, część pojazdów odeszłaby w zapomnienie. Teraz mają szansę zaistnieć od nowa. Na długie lata. – W życiu trzeba coś robić – komentuje pasję żona Leszka Budyłowskiego. Zanim pojazd ponowie wyjedzie o własnych siłach z warsztatu, czeka go trwająca nawet długie lata odbudowa. Odbywa się w oparciu o schematy, rysunki i zdjęcia.
Nie ma chyba osoby, która przejeżdżając przez Tanowo w kierunku granicy w Dobieszczynie, nie spojrzała na jedno z podwórzy, które po brzegi wypełnione jest starymi samochodami. Stojące pojazdy zachęcają, by nieco bliżej przyjrzeć się historii odradzania się starych aut. Część samochodów jest już po rekonstrukcji, inne czekają w kolejce na swój czas.
Pan Leszek odbudową pojazdów zajmuje się od kilkunastu lat. – Pierwszy samochód zrekonstruowałem chyba w 1989 roku – stara się przypomnieć sobie Leszek Budyłowski. – To było bmw 340. Dzisiaj jest właścicielem sporej kolekcji aut. Część jeździ o własnych siłach, część jest w trakcie rekonstrukcji, inne czekają na swoją kolej. W sumie kolekcja liczy 25 pojazdów: 10 samochodów i 15 motocykli. Do tego dochodzą auta kolegów, które rekonstruuje. Nic więc dziwnego, że przestronne podwórze i garaż wypełnione są pojazdami oraz ich częściami – zazwyczaj oryginalnymi. Każde auto ma swoją historię. Część z nich pamięta nawet pierwszą połowę XX wieku.
Gwiazdy filmowe
Leszka Budyłowskiego fascynuje wszystko, co związane z jest z motoryzacją i militariami.
Część jego kolekcji stanowią właśnie pojazdy militarne. „Prestiż“ odwiedził niezwykły warsztat, gdzie pojazdy dostają drugie życie. Przestronne podwórze roi się od samochodów, w większości jeszcze niekompletnych. Pośród czekających na odbudowę pojazdów są m.in. ople, ford w wersji kempingowej, angielska taksówka czy cadillac de ville.
Dwa zrekonstruowane pojazdy od razu przykuwają uwagę. Pierwszy z nich to ford GPW nazywany willysem (naprawdę jest to pojazd produkowany przez Forda według projektu Willysa). Zamówiony przez amerykańskie wojsko jako samochód rozpoznawczy sprawdza się do dzisiaj. Egzemplarz będący w posiadaniu miłośnika aut z Tanowa wyprodukowany został w 1942 roku. Tuż obok stoi najpotężniejszy z pojazdów, jakie posiada pan Leszek. To lublin – pierwsza polska ciężarówka. Samochód został wyprodukowany 53 lata temu.
– Kiedyś przyjechali do mnie koledzy i kazali kupić to auto – mówi. – Samochód był sprawny. Jest nadal. Bez problemu odpala za pierwszym razem.
Pojazd został przemalowany i jako że był jednym z nielicznych tej marki pojazdów, jakie zachowały się do naszych czasów, bardzo szybko zaczął się cieszyć zainteresowaniem innych. Został wykorzystany na potrzeby filmu „Wielkie ucieczki”, którego producentem była telewizja TVN. – Samochód zagrał w odcinku o Ludwiku Niemczyku, bracie aktora Leona Niemczyka – mówi właściciel auta. – Ja w tym odcinku grałem ubeka.
Ale to nie koniec filmowych przygód pojazdów, jakie posiada miłośnik z Tanowa. W garażu niemal w samych drzwiach stoi niepozorny, ale masywny samochód terenowy. Trudno przypuszczać, że ma już 64 lata. – To prawdziwy gwiazdor filmowy – pan Leszek pokazuje na volkswagena 82 kubelwagen wyprodukowanego 1944 roku. – Grał w filmie o zamachu na Adolfa Hitlera realizowanym przez telewizję ZDF i to w głównej scenie zastrzelenia Clausa von Stauffenberga. Stauffenberg był jednym ze spiskowców, którzy 20 lipca 1944 roku w Wilczym Szańcu zorganizowali nieudany zamach na Hitlera. Dzień później niedoszły zamachowiec został zastrzelony.
W innym filmie grały także motocykle. Leszek Budyłowski z dumą opowiada, że na potrzeby produkcji nauczył jeździć na nich bałkańskich aktorów, którzy nigdy wcześniej nie mieli kontaktu z tego rodzaju środkami lokomocji.
Odtwarza od podstaw
Wielkie skarby kryje przestronny garaż, w którym pan Leszek niczym wytrawny rzeźbiarz odbudowuje swoje pojazdy. Tam ożywiane są skarby motoryzacji, marki niemal zapomniane. Są wśród nich prawdziwe rarytasy: chevrolet CMP C15, mercedes 170V czy ford thunderbird.
Egzemplarz chevroleta CMP C15, który znajduje się w Tanowie, pochodzi z 1942 roku. Pewne, że samochód brał udział w działaniach wojennych podczas drugiej wojny światowej na terenie Afryki. To niewielka ciężarówka, która trafiła do Polski w 1945 roku prawdopodobnie przez demobil z Holandii lub Belgii. Co ciekawe, pojazd ma kierownicę z prawej strony. – To bardzo dobre auto, które sprawdziło się podczas drugiej wojny światowej w warunkach pustynnych – mówi jego właściciel.
Egzemplarz, który trafił do pana Leszka Budyłowskiego, wcześniej krążył po Szczecinie jako taksówka. Odbudowa tego pojazdu jest skomplikowana i trwa już 11 lat. – By go odbudować, trzeba poświęcić sporo czasu i pieniędzy – mówi Budyłowski.
Problemem jest dostanie oryginalnych części do tego pojazdu. Niektóre z nich, pochodzące z USA, a wyprodukowane w latach 50. XX wieku, zostały przysłane kilka miesięcy temu. Dzisiaj pojazd nie przypomina jeszcze małej ciężarówki. Ale jak zapewnia jego właściciel – auto będzie jeździło. Tuż obok chevroleta stoi inne auto, które jest obecnie rekonstruowane. To mercedes 170 V z 1938 roku. – To nietypowa wersja tego pojazdu – opowiada Budyłowski. – Najprawdopodobniej był to pojazd pocztowy.
Właścicielem tego mercedesa jest kolega pana Budyłowskiego, który powierzył mu odbudowę. Z Norwegii przyjechał ford thunderbird z 1959 roku, którego odbudowa obecnie jest najbardziej zaawansowana. Właścicielem pojazdu także jest kolega niezwykłego mechanika. Osobliwe miejsce wśród pojazdów zajmują motocykle. Tych właściciel naliczył 15. Najstarszy, z 1915 roku, dziś znajduje się w częściach. Czeka na odbudowę.
Z dumą pan Leszek pokazuje jednak bmw R12. – To podstawowy sprzęt, jakim w 1939 roku najechał na Polskę Wehrmacht – opowiada o dziejach tego typu motoru. Mimo że pojazd stoi nieco z boku – odpala za pierwszym razem. Co rusz przez to niezwykłe podwórko przewijają się znajomi i przyjaciele: z Tanowa, ze Szczecina, a także spoza granic Polski, np. z Niemiec. Wychwalają swojego kolegę i jego niezwykłą pasję.
– Jest niesamowity – kwituje zainteresowanie znajomego Marek Ołtuszyk, kolega z Tanowa. Nic więc dziwnego, że z jego bogatej wiedzy korzysta rodzące się szczecińskie Muzeum Techniki i Komunikacji. Żaden z odrestaurowanych pojazdów nie jest eksponatem muzealnym. Każdy z nich jest używany.