
Ludzie od zawsze zazdroszczą zwierzętom. Tego, że potrafią latać, tego, że są szybkie lub że mogą nurkować godzinami pod wodą. Sport pozwala się częściowo do nich upodobnić. Tegoroczny maturzysta z Koszalina, Michał Bazyli od 9 już lat łączy prędkość z lataniem i nieustannym kontaktem z wodą. Jego pasja to windsurfing. Dzięki niej ma już na swoim koncie 3 miejsce na Mistrzostwach Polski i 5 na Mistrzostwach Świata, a tej jesieni w Brazylii na kolejnych Mistrzostwach Świata jest pewny miejsca na podium.
Sport niejednej już osobie pomógł w życiu. Czy to przez niezbędną w nim konsekwencję i pracowitość czy poprzez niezwykły awans społeczny. Wielu fantastycznych sportowców pochodzi przecież z ubogich domów. Niejednoznaczne jest tylko czy talent oddziedzicza się w genach czy osiągnięcia mogą być wynikiem tylko dużej liczby treningów.
Sport od małego
Michała do sportu zachęcił ojciec. Jego pierwsze wspomnienia dotyczą wyjazdu na narty kiedy miał 5 lat.
Z windsurfingiem zetknął się w piątej klasie szkoły podstawowej. Jego tato jadąc do Darłowa zobaczył na jeziorze Bukowo żagle z deskami i pływających ludzi. Po krótkiej rozmowie z nimi zdecydował samemu się nauczyć pływać i przez miesiąc treningów opanował podstawy surfingu, a wtedy namówił Michała żeby pojechał z nim.
- Pływać wpław umiałem od zawsze więc postanowiłem spóbować – mówi Bazyli. – Po dosłownie kilku lekcjach z instruktorem zacząłem już samodzielne pływanie. Kiedy przyszedł moment, że konieczny wydał się zakup deski w formule zawodniczej, tata Michała wypatrzył ją w internecie. Jak ją kupował, okazało się, że sprzedawcą jest zawodnik pływający w Łebie. Ten zaproponował młodemu Bazylemu wyjazd na obóz na Hel, żeby przekonać się czy 14-latek naprawdę ma zadatki na profesjonalnego zawodnika. Oczywiście pojechał bez namysłu, a że wiało tam dość mocno, to mógł pokazać swoje możliwości.
Na obozie wypatrzył go brat utytułowanego windsurfera Wojtka Brzozowskiego, Marek. Stwierdził on, że instruktorzy na tym obozie pływają na tym samym poziomie co Michał, więc szkoda czasu na siedzenie tu.
- Dość szybko udało się załatwić wszystkie formalności i badania lekarskie – opowiada Michał - i po tygodniu byłem już członkiem klubu MOS Warszawa i w takich barwach pojechałem na obóz do Łeby, gdzie spotkałem całą czołówkę formuły windsurfing czyli Wojtka Brzozowskiego, Michała Polanowskiego czy Łukasza Koniecznego. Tam po raz pierwszy użyłem żagla ponad 9 metrowego (wcześniej używałem o 3 metry mniejszego) i po raz pierwszy wypłynąłem na otwarte morze. Poszło nienajgorzej – uśmiecha się Bazyli.
Od tej pory 2-3 miesiące w roku w czasie wakacji zaczęło się trenowanie z najlepszymi a zimą udział w zgrupowaniach w Egipcie lub Hiszpanii. Po prawie pięciu latach Michał zdecydował się na powrót do „macierzy” i od tego sezonu będzie reperezentował barwy Trampa Mielno. Stało się tak z dwóch powodów. Klub warszawski dbał o psychiczną i fizyczną stronę rozwoju młodego zawodnika, mieleński dodatkowo postanowił w niego zainwestować. Po drugie, kiedy stanął na podium podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Europy Allegro Cup, usłyszał że jest zawodnikiem z Warszawy, więc postanowił to zmienić.
Jak hartowała się stal
Sport wymaga wyrzeczeń, pracowitości, konsekwencji. Może też, zdaniem niektórych zabierać dzieciństwo. Michał dostawał od swojego taty tylko propozycje, nie było wywierania presji. Młody surfer sam czuł niezwykłą przyjemność z pływania. Przez kilka lat było to wyjeżdzanie nad wodę w każdy weekend od kwietnia do października.
Oprócz talentu niezbędne jest żmudne szlfiowanie umiejętności, tu się upada, trzeba się podnieść i od razu iść dalej. Pierwsze ślizgi udały się Bazylemu po dwóch latach, a dopiero po trzech zaczął pływać podpięty pod trapez. Teraz kiedy są fale i fajne dziewczyny na plaży, to można dokonywać naprawdę efektownych rzeczy, takich np. jak salto w tył lub w przód.
- Teraz kiedy pływam już naprawde dobrze - mówi Michał. – Bardzo ważną sprawą jest odporna psychika, to co najmniej 50 % sukcesu. W czasie startu w zawodach trzeba być maksymalnie skoncentrowanym i mieć tylko jeden cel - jak najszybciej dotrzeć do mety. Zdaję sobie sprawę, że do tych najlepszych trochę mi jeszcze brakuję, ale zdarzało mi się być szybszym od nich na pewnych odcinkach, miałem jednak za słaby „motor” żeby skutecznie finiszować – zamyśla się Bazyli. - Wierzę jednak, że to kwestia 2 - 3 lat. Już w tym roku dużym sprawdzianem będą moje starty w Brazylii na początku października, trzy Puchary Świata i Mistrzostwa Świata. Moim celem jest podium! – zapewnia Michał.
Waleczność i radość życia
Bazyli uważa, że sport sprawia przyjemność tylko do pewnego momentu, potem przede wszystkim staje się zawodem i obowiązkiem. I jeśli mimo to ciągle powoduje, że chce się go uprawiać, to można mówić o szczęściu. Dla niego deska jest czymś co sprawia mu nieustanną radość. Bo czyż można chcieć czegoś więcej ? Woda, plaża, piękne dziewczyny, jeżdzenie po świecie. Nawet tata uważa, że całkiem dobrze sobie to wykombinowali i choć rywalizację sportową z synem przegrał, to stara się jeździć na zawody i go dopingować.
Michał najlepszych przyjaciół ma wśród windsurferów. Po zawodach wszyscy są równi i mogą rozmawiać o wszystkich sprawach, np. o pozyskiwaniu pieniędzy. Bo tak naprawdę to bardzo dużo od nich zależy. Windsurfing to sport kosztowny. Kosztuje sprzęt, wyjazdy, obozy, starty. Część wydatków refundują nagrody ale nie wszystkie. Michał, mimo że nie jest jedynakiem (brat Mikołaj ma 5 lat) jest przedmiotem wielkiej troski swoich rodziców – mamy Marleny i taty Adama, którzy prowadzą firmę meblarską i od lat inwestują w swego pierworodnego.
- Oczywiście jestem im za to bardzo wdzięczny – deklaruje Michał. – Staram się aby mogli być ze mnie dumni. Mam świadomość, że wyłącznie z tego sportu nie da się żyć, nie mówiąc o tym że nie można go uprawiać nie wiadomo jak długo, ja prawdopodobnie po studiach wesprę rodzinny biznes.
Na razie zdał maturę w V L.O. w Koszalinie w klasie matematycznej i wybiera się na studia do Poznania, albo na logistykę i marketing albo na inżynierię i zarządzanie produkcją. A przed nim starty na desce już w kategorii seniorów.
Kuba Grabski