Podróże

Bogate wybrzeże Kostaryki

Tico - pasterz z Guanacaste

 

Bulgocąca lawa i wieczorne widowisko nad kraterem jednego z ośmiu czynnych wulkanów, a nazajutrz rejs łodzią po kanałach w dżungli pełnych kajmanów. Do tego upalny i wilgotny dzień w Parku Tortuguero na wybrzeżu karaibskim i zaledwie 10 stopni wieczorem na Arenalu. Kostaryka to kraj bogatych kontrastów.

Kostaryka to nieduży kraj, o którym mówi się, że jest „Szwajcarią” Ameryki Środkowej. Bo na tle sąsiednich państw jest zamożna, stabilna ekonomicznie i górzysta. Ale tu kończą się podobieństwa. Bo Kostaryka to przede wszystkim kraj bujnej, podrównikowej przyrody i czynnych wulkanów, do których turyści mogą docierać bez przeszkód.

– Pierwszy raz pojechaliśmy w świat tak trochę z marszu, bez gruntownego przeczytania przewodników i różnych forów internetowych – mówią Artur i Grażyna Krawczykowie, koszalińscy przedsiębiorcy, od lat podróżujący po świecie. – Ale po trzech tygodniach pobytu w tym kraju jesteśmy zauroczeni jego przyrodą, bogactwem fauny i flory, a także tym jak się tam dba o ekologię. Powiedzielibyśmy nawet, że Kostarykanie mają bzika na jej punkcie.

Ośrodki turystyczne, baza noclegowa czy nawet pięciogwiazdkowe hotele mają tak zorganizowane zaplecze, że nie zanieczyszcza się środowiska naturalnego, a najczęściej całość wtopiona jest w okoliczny krajobraz, by nie psuć ogólnego wrażenia, pięknego, wyżynno-górzystego krajobrazu.

Wąska kraina i serpentyny dróg

Kostaryka to kraj na jednym z najwęższych przesmyków Ameryki Środkowej, graniczący na północy z Nikaraguą, a na południu z Panamą. Przecięty pasmami górskimi, ma dobrze rozwiniętą sieć dróg, choć są one wąskie i kręte, co powoduje, że podróże po tym kraju są uciążliwe.

– Czasami mieliśmy wrażenie, że jedziemy i jedziemy do jakiegoś niedalekiego miejsca – mówi pani Grażyna. – I rzeczywiście na mapie był to krótki odcinek drogi, ale ze względu na zjazdy i podjazdy oraz serpentyny podróż zajmowała nam sporo czasu.

Kostaryka to kraj nigdy niepodbity przez Majów czy Azteków, więc i dawnych prekolumbijskich zabytków tu nie ma. Zwiedzanie kraju ogranicza się do oglądania parków narodowych i zdobywania szczytów wulkanów. Nie znajdziecie tu również typowego kolorytu kulturowego wynikającego z mieszanki tradycji indiańskich i kolonizacyjnych, bo Indianie stanowią w Kostaryce zaledwie 1% mieszkańców. Nie przydały się więc Arturowi i Grażynie Krawczykom zwykle zabierane dla fotografowanych w biednych krajach dzieci souveniry: długopisy czy lizaki. W Kostaryce po prostu nie ma biednych, obdartych i pozostawionych sobie dzieci czy dorosłych. To także polityka rządu, który nie musi utrzymywać np. wojska, bo go w tym kraju nie ma. Większość dochodu narodowego idzie na edukację, ekologię i rozwój nowoczesnych technologii

W „ogrodzie Ameryki”

Parki narodowe zajmują prawie 30% powierzchni tego kraju. Ze względu na bogactwo fauny i flory (850 gatunków ptaków, 250 gatunków ssaków) Kostaryka jest nazywana „ogrodem Ameryki”.

– Byliśmy na kilku trekkingach w dżungli i mieliśmy takie wrażenie, że zielona ściana dżungli żyje własnym życiem; ciągle coś się w niej rusza, coś pohukuje bądź śpiewa. Przestrzegano nas byśmy nie zbaczali ze ścieżek ani nie wyciągali ręki w kierunku gąszczu, bo można… ją stracić – mówi Artur Krawczyk.

– Widzieliśmy podczas wędrówek po dżungli naprawdę mnóstwo zwierząt: iguany ostronosy, pancerniki, kajmany, ale największe bogactwo lasów deszczowych i chmurowych stanowią ptaki – dodaje pani Grażyna. – Ich śpiew i wieczorne odgłosy sprawiały, że kładąc się spać w ośrodkach na obrzeżach parków, mieliśmy wrażenie, że zasypiamy na drzewie, otoczeni tropikalną przyrodą.

W takich warunkach można się obawiać np. pijawek, ale jak mówi pan Andrzej wszystkie ośrodki z których wyruszali prócz fachowych przewodników miały do dyspozycji buty gumowe, które skutecznie chroniły przed wszystkim co może ugryźć lub przyssać się do nogi. W Parku Narodowym Tortuguero, znanym z sieci kanałów przecinających dżunglę, można podziwiać przyrodę z łódki. Wtedy gumowe buty nie były potrzebne, za to temperatura ok. 30 stopni Celsjusza i 90% wilgotność dawały się we znaki.

Ciekawą specjalnością regionu są lasy deszczowe i chmurowe. – Różnica polega na kondensacji wilgoci – wyjaśnia Andrzej Krawczyk. – W lasach chmurowych wilgoć utrzymuje się w postaci mgły na drzewach, krzewach i poszyciu. Zgodnie z nazwą te lasy są „wiecznie w chmurach”. W lasach deszczowych wilgoć kondensuje się w postaci gwałtownych ulewnych deszczów, a to oznacza znakomite warunki rozwoju roślinności – wegetacja trwa tu przez okrągły rok. A że gęstwinę lasu deszczowego trudno podziwiać ze ścieżki, w Kostaryce można to robić również z wiszących mostów lub uprawiając canoping, czyli zjeżdżając w specjalnej uprzęży na linie ponad wierzchołkami drzew lasu deszczowego.

– To bardzo podnosi adrenalinę – śmieje się Grażyna Krawczyk.

Na wulkanach

Jako że kraj leży w strefie aktywnej sejsmicznie i osiem wulkanów zalicza się tu do czynnych, to otwarta na turystów Kostaryka postanowiła uczynić ze wspinaczki na wulkany atrakcję turystyczną. Najczęściej odwiedzany jest wulkan Poas niedaleko stolicy Kostaryki –San Jose, na który wiedzie droga i pod samą kalderę bez problemu można wjechać samochodem.

Wulkan nie ma tzw. aktywności piroklastycznej, czyli nie wyrzuca kamieni ani większych tworów wulkanicznych, za to ma w kalderze dwa malownicze jeziorka – mówią Krawczykowie. – Jednak prawdziwe wrażenie robi dopiero wulkan Arenal, od kilkudziesięciu lat w permanentnej erupcji. To najmłodszy i najaktywniejszy wulkan Kostaryki. Wprawdzie w dzień zasnuty był chmurami, jednak wieczorem zobaczyliśmy piękny spektakl z wyrzucaniem lawy i płonących gazów wulkanicznych – opowiada Artur Krawczyk.

– Byliśmy jeszcze na Rincon de la Vieja, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Schronienie Staruchy” – mówią Grażyna i Artur. – Wulkan jest trzecim pod względem wysokości wulkanem Kostaryki i ma aż dziewięć kraterów. Jest to również jeden z najstarszych wulkanów w tym regionie świata.

Naukowcy obliczają jego wiek na milion lat. 

„Mała czarna” z Kostaryki

Na koniec naszej rozmowy zostawiliśmy kuchnię. Kiedy pada pytanie o to, co im najbardziej smakowało w kuchni Kostaryki, to na ich twarzach pojawia się grymas…

– Kuchnia nie jest atutem tego kraju. Jest oparta na ryżu i fasoli i nie daje rozkoszy podniebieniu. Wprawdzie w pensjonatach starano się podawać jedzenie bardzo estetycznie i kolorowo, ale kuchnia kostarykańska nie ma wyrazistości ani charakterystycznych potraw. Rekompensują to wspaniałe owoce – głównie ananasy i banany, których Kostaryka jest eksporterem. Oczywiście smak jednych i drugich jest tam o niebo lepszy niż tych, które jemy w Polsce, bo tamtejsze owoce dojrzewają naturalnie w słońcu Kostaryki, a nie w „dojrzewalniach”. Za to rewelacyjnie smakuje kostarykańska kawa: łagodna i aromatyczna. Dla mnie jako kawosza wizyta na plantacji tamtejszej kawy i jej degustacja były prawdziwą radością – mówi Artur Krawczyk. – Szkoda, że tak trudno ją dostać w Europie, bo eksport prawie w całości idzie do USA, Kanady i Japonii. My przywieźliśmy sobie trochę, aby dłużej przypominała nam ten piękny kraj – uśmiechają się koszalińscy podróżnicy.

Jagoda Koprowska

 

Niebanalny środek lokomocji
Niebanalny środek lokomocji
Iguana, jedna z ikon kostarykńskiej fauny
Iguana, jedna z ikon kostarykńskiej fauny
Kostaryka
Kostaryka
Grażyna  i Artur Krawczykowie nad wulkanem
Grażyna i Artur Krawczykowie nad wulkanem
Meseta Centralna, dolina w której skupia się 70% populacji kraju, słynie z plantacji kawy
Meseta Centralna, dolina w której skupia się 70%...
2010-02-24
powrót
© Wydawnictwo Fabryka Słowa Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone