Podróże

Azja Środkowa – śladami Bolka i Lolka

-

Wtłaczanie na siłę języka rosyjskiego do głów mieszkańców tzw. Bloku Wschodniego przyniosło w końcu skutek. Po latach wiedza ta pozwoliła pięciu dorosłym mężczyznom odwiedzić jeden z najbardziej dzikich rejonów świata i swobodnie się po nim poruszać. To, co ich połączyło z mieszkańcami centralnej Azji, to między innymi te same bajki, na których swego czasu wyrastały całe pokolenia, stąd pomysł, by swoją wyprawę nazwać „Śladami Bolka i Lolka”.

To miała być męska podróż z przygodami, z dala od cywilizacji, czego głównym dowodem miał być brak zasięgu telefonii komórkowej. Padło na środkową Azję, do której postanowili wybrać się Andrzej Kirko „pułkownik”, „Johnny” Tomek Łajczak zwany później „BABA CHAN”, Włodek Klimowicz, Mirek Piwowarczyk ”Browar” i Krzysztof „ Zachar” Zacharzewski. Do ekipy na dwa tygodnie z Londynu dołączył „Chała” Rafał Rabiec. Po podróży trwającej pięć tygodni, przejechaniu ponad 15 200 km, 11 granic i odwiedzeniu ośmiu państw okazało się jednak, że komórki działały wszędzie, zarówno na bezkresnych stepach, jak i wysoko w górach. Dosyć boleśnie odczuli ten cywilizacyjny postęp po powrocie, kiedy zobaczyli swoje rachunki telefoniczne.

Stopień zużycia autostrad

Zaplanowana przez męski kwintet trasa zakładała podróż przez Ukrainę, Rosję, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan do Kirgizji aż na kraniec państwa i powrót przez Kazachstan, Rosję, Łotwę i Litwę do domu. Za środek lokomocji służyły im dwa samochody terenowe, które pozwalały na swobodę poruszania się. Pierwsza komunikacyjna przygoda przydarzyła się już na Ukrainie podczas policyjnej kontroli drogowej. Funkcjonariusze bardzo przyjaźnie oznajmili podróżnikom, że nie mogą jechać dalej tą drogą, ponieważ ona się zaraz kończy. Kiedy zdumieni Polacy powiedzieli, że przecież droga jest, usłyszeli, że owszem jest, ale na Euro 2012 i może się do tego czasu zepsuć, więc kierowcy mają do tego czasu korzystać z objazdów. w gruncie rzeczy chodziło o pobranie jednej z wielu nietypowych opłat. Po jej uiszczeniu mogli jechać dalej, a w razie kolejnej kontroli mówić, że już zapłacili.

Na trasie w głębi kontynentu często okazywało się, że do celu najlepiej dojechać, wybierając drogi w najgorszym stanie, bo oznakowań często w ogóle nie ma. Wiele radości sprawiło im też samo tankowanie. Daremnie szukali pistoletu do tankowania, bo w Tadżykistanie np. paliwo kupuje się na wiadra. O płaceniu kartą też mogli zapomnieć. Za to na obsługę nie da się powiedzieć złego słowa, bo w naturze mieszkańców Azji jest uprzejmość i życzliwość, której polscy podróżnicy doświadczali na każdym kroku.

Miły człowiek mile widziany

Podróż do Azji z założenia miała służyć odpoczynkowi od cywilizacji i od... ludzi. Dlatego zachodniopomorska ekipa omijała trasy i miejsca rekomendowane przez przewodniki turystyczne. – Wzmianka o tym, że gdzieś nie ma np. prysznica ani innych wygód, była dla nas wystarczającym powodem, żeby właśnie tam pojechać – opowiada Krzysztof Zacharzewski. – Na miejscu z reguły okazywało się, że jest tam pięknie i, co ważne, nie ma turystów.

Któregoś razu niedaleko Kijowa zdążyli rozbić swoje namioty, kiedy odwiedzili ich miejscowi studenci. Zależało im na tym, żeby Polacy ich zapamiętali, więc przynieśli ze sobą alkohol, chałwę i papierosy, po czym nastąpiło radosne bratanie się. Nie byłoby w tej sytuacji może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że z etykietki wódki spoglądał na nich uśmiechnięty rektor uczelni, na której studiowali ukraińscy goście.

Uśmiech charakteryzował zresztą niemal wszystkich napotkanych podczas wyprawy mieszkańców Azji. – Jeśli chodzi o mentalność, to granice państw nie zmieniają ciepła, otwartości i życzliwości mieszkańców – mówi „Zachar”. – Jeśli zaś chodzi o wygląd, to widać różnice. Kazachowie, Uzbecy i Kirgizi mają rysy azjatyckie. Natomiast Tadżycy są mocno zróżnicowani i bardziej przypominają wyglądem Europejczyków.

Piękni ludzie, piękne kraje

Trasa podróży nie pozwalała na dłuższe postoje po drodze, choć czasem kusiło, by w niektórych miejscach zostać dłużej. w Uzbekistanie np. niesamowite wrażenie zrobiło Jezioro Aralskie, niemal całkiem pozbawione wody, na którego suchym dnie polska ekipa spotkała miejscowych pracowników gazownictwa. – Ci ludzie bardzo ciężko pracowali z dala od swoich rodzin i normalnego życia, więc z ciekawością pytali nas o Polskę, która uchodzi za kraj dobrobytu – relacjonuje Krzysztof Zacharzewski. – Trafiliśmy tam do miasta Muniak, które kiedyś liczyło 400 tys. mieszkańców, a dziś żyje tam niecałe 20 tysięcy. Smutny widok pogłębiają opuszczone stare łodzie, które dziś, kiedy w jeziorze nie ma wody, stały się nikomu niepotrzebne.

Życie natomiast toczy się tam na targowiskach, gdzie jest bogactwo owoców, warzyw, przeróżnych przypraw i wesołych, choć biednych ludzi. Te tętniące życiem targi to niejako jedyna pozostałość po przebiegającym tędy Jedwabnym Szlaku. Czasy dawnej świetności najlepiej widać w Chiwie, ale jest to miasto nastawione na wizyty turystów, co z oczywistych względów z założenia nie wzbudzało w polskich podróżnikach entuzjazmu. – Z tych wszystkich krajów najbardziej chyba podobał mi się Tadżykistan – wyznaje „Zachar”. – Większość kraju położona jest w wysokich górach, a mieszkańcy muszą walczyć o każdy kawałek ziemi pod uprawę. I pracowicie to robią. z kolei dzicz kirgiska to idealne miejsce, gdzie odpocząć można od turystów i delektować się kontaktami z sympatycznymi miejscowymi.

„Wsjo normalno”

Przy przekraczaniu granic kolejnych państw powtarzał się jeden rytuał. I tak np. na granicy między Uzbekistanem a Tadżykistanem celnicy pytali polskich podróżników: „No, a jak wam się podobało w tym Uzbekistanie?”. Należało odpowiedzieć, że było beznadziejnie, co powodowało automatycznie zadowolenie Tadżyków. Zresztą na każdej mijanej granicy w dobrym tonie było okazywanie niezadowolenia z opuszczanego kraju. W Kirgizji natomiast głębsze rozmowy z miejscową ludnością nie miały większego sensu.

– Najśmieszniejszy był dialog, kiedy na każde nasze pytanie słyszeliśmy odpowiedź: „wsjo normalno” – wspomina Krzysztof.

– A jaka u was pogoda?

– Normalno.

– A drogi jakie macie?

– Normalno.

– A jak się żyje?

– Normalno, wsjo normalno.

W ten sposób można godzinami gadać i niczego się nie dowiedzieć.

Na szczęście za którymś razem udało się nawiązać nić porozumienia i dowiedzieć m.in., że w Kirgizji wędkarze łapią ryby na polskie „blachy”. Jako że polska ekipa to zapaleni wędkarze, nie omieszkali i tam spróbować szczęścia z wędką. W efekcie najwięcej złowił „Johnny”, bo aż jedną rybę, z którą następnie wszyscy dumnie się sfotografowali.

Wieczny prezydent

Męską wyprawę do Azji Środkowej, mimo jej intensywności spowodowanej naglącym czasem, należy zaliczyć do udanych pod względem zabawnych i dziwnych sytuacji, jakie stały się udziałem zachodniopomorskich obieżyświatów. w Zagłębiu Donieckim byli np. świadkami malowania węgla na czarno. Ozdoba z węgla przed jedną z kopalń z czasem się utleniła i straciła kolor, co dało się naprawić przy pomocy puszki z czarną farbą.

W Tadżykistanie z kolei usłyszeli historię prezydenta Emomala Rachmonowa, któremu tak bardzo spodobało się bycie prezydentem, że po wyczerpaniu konstytucyjnych możliwości sprawowania urzędu zmienił nazwisko na Rachmon, by móc jako nowy, inny kandydat ubiegać się o stanowisko i zdobyć je.

To nie jedyna dziwna rzecz. Dziwny był też gulasz, w którym panowie bezskutecznie szukali mięsa. – Na tę potrawę składa się makaron, ziemniaki i kasza polana sosem z marchewki, a mięso to tylko jak się komuś poszczęści – opowiada „Zachar”. Niech też nikogo nie zaskoczy fakt, że asfaltowe drogi w Kirgizji służą do suszenia ziaren słonecznika zamiast do jeżdżenia po nich samochodem. Te przygody jednak dobrze pasują do polskiej ekipy, której jeden z członków za obiekt zainteresowania obrał azjatyckie... cmentarze. – Cmentarze świadczą o żyjących. Ile miejsca w ich życiu zajmuje szacunek do historii czy przeszłości – tłumaczy Krzysztof Zacharzewski. – Tamtejsze nekropolie pięknie komponują się z krajobrazem. Na stepie widać lekkie przewiewne konstrukcje z grzywami bydła na palach, w surowych i wietrznych bezkresach groby chronione są przez prowizoryczne ścianki, a na skalistym terenie obkładane są kamieniami. Ale ich wygląd kojarzy się z miejscem zamieszkania – po śmierci się zmienia. Zainteresowały mnie chyba dlatego, że jest to jeden z nielicznych widocznych elementów zmiany kulturowej na trasie naszej drogi. To po nich widać, gdzie kończą się wpływy chrześcijańskie a zaczynają islamskie.

Wyprawa w dzikie rejony – męska rzecz

W ciągu pięciu tygodni spędzonych w Azji było wszystko, co na męskiej wyprawie powinno być: awaria samochodu, nocne rozmowy przy ognisku i brak narzekania na warunki.

– Spaliśmy w namiotach, jedliśmy z ogniska, kąpaliśmy się w strumieniach lub wcale – opowiada „Zachar”. – Do tego życie grupą – taki sprawdzian z harcerstwa, czyli nocnych wypadów, tras na azymut, żywienia się tym, co daje natura lub los i radzenia sobie z nieprzewidzianymi sytuacjami. I chyba wtedy właśnie najlepiej się wypoczywa, bo na co dzień tego brakuje.

Nie zabrakło też adrenaliny i przeżyć, które męska piątka zapamięta na długo. – Trudny był moment wyjazdu z Tadżykistanu. Ostatnia przełęcz przed Kirgizją (prawie 4000 m n.p.m), droga w górę stroma, z ogromną ilością śliskiego błota, która za tydzień miała zostać zamknięta. Mgła, śnieg i przed nami kamazy wypełnione po brzegi ładunkiem. Chwila nieuwagi kierowcy i samochód przy gwałtowniejszym ruchu hamulca lub gazu traci przyczepność, może się zsunąć i zabrać po drodze innych użytkowników. Dla nas to mocna adrenalina, dla nich codzienność.

Po takie wrażenia warto było przejechać tysiące kilometrów...

JOANNA BORUC

Jedwabny Szlak – powstały w II w. p.n.e. szlak handlowy z północnych Chin (prowincja Kansu) w kierunku zachodnim, przebiegający północnym obrzeżem Wyżyny Tybetańskiej i Pustyni Takla-Makan do Pamiru, a następnie w kierunku Indii i Syrii. W kierunku Morza Śródziemnego przewożono głównie jedwab, papier i żelazo, a do Chin – złoto, rośliny uprawne i olejki aromatyczne. Utracił znaczenie w VIII w. n.e. w związku z ekspansją ludów tureckich w Azji Środkowej.

Jezioro Aralskie (nazywane przez miejscowych Morzem Aralskim) – bezodpływowe, reliktowe, słone jezioro w Kazachstanie i Uzbekistanie, obecnie zanikające. Od lat 60. XX w. stale kurczy się z powodu odprowadzania wody z zasilających jezioro rzek Amu-daria i Syr-daria w celach irygacyjnych. Już w roku 1918 bowiem władze radzieckie zdecydowały, że na suchych połaciach wzdłuż Amu-darii i Syr-darii uprawiana będzie na wielką skalę bawełna, która ma się stać „białym złotem”, podstawą ekonomii kilku republik. Rzeczywiście, w wyniku tych działań republika uzbecka wkrótce stała się największym eksporterem bawełny na świecie. Skutkiem ubocznym jest zanikanie wód jeziora, które doprowadziło do jednej z największych katastrof ekologicznych na obszarze byłego ZSRR. W 2003 roku ruszył ambitny projekt – wspierany przez Bank Światowy – podwyższenia poziomu wód w północnym skrawku Jeziora Aralskiego i przywrócenia mu dawnej świetności. W sierpniu 2005 ukończono Tamę Kokaral, która oddzieliła wody północnej części Jeziora Aralskiego od jego znacznie większej, południowej części. Od tego czasu poziom zasilanego wodami Syr-Darii Jeziora Północnoaralskiego podniósł się, a jego zasolenie spadło, kosztem jednak wód południowej części jeziora. Planuje się podniesienie poziomu wody na tyle, by w 2015 Arał (Aralsk) mógł ponownie funkcjonować jako port. Nie istnieją plany rewitalizacji południowej części jeziora w przewidywalnej przyszłości. Obszar objęty pustynnieniem jest zbyt duży, a parowanie wód zbyt intensywne, żeby podobne przedsięwzięcie było możliwe. Wschodni basen jeziora zanikł całkowicie w maju 2009 roku. Jednak budowa kanału, który odprowadzałby wody Amu-darii bezpośrednio do głębszego zachodniego zbiornika, mogłaby zmniejszyć jego zasolenie i umożliwić odrodzenie rybołówstwa w regionie.

 

Na obszarze wyschniętego Jeziora Aralskiego taki widok to nie rzadkość
Na obszarze wyschniętego Jeziora Aralskiego taki widok...
Większość mieszkańców Azji już od dzieciństwa ciężko pracuje głównie w rolnictwie
Większość mieszkańców Azji już od dzieciństwa...
-
-
Azjatyckie cmentarze wyglądają zupełnie inaczej od europejskich
Azjatyckie cmentarze wyglądają zupełnie inaczej od...
Strzyżenie owiec to także okazja do spotkań towarzyskich mieszkańców wioski
Strzyżenie owiec to także okazja do spotkań...
-
-
Uczestnicy wyprawy w komplecie przy pomniku w Tadżykistanie
Uczestnicy wyprawy w komplecie przy pomniku w Tadżykistanie
2010-01-20
powrót
© Wydawnictwo Fabryka Słowa Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone