Ludzie

Kumple diamentowego Jacka

-

 

Według naukowców podróże w czasie są niemożliwe. To jednak tylko teoria, bo w praktyce nic nie stoi na przeszkodzie,by choć na chwilę stać się postacią z przeszłości np. żołnierzem z okresu II wojny światowej. Kilkunastu członkom koszalińskiejGrupy Rekonstrukcji Historycznej „Jack of Diamonds” to się udało: raz na jakiś czas, hobbystycznie, z sumiennychi poważnych pracowników przeistaczają się w amerykańskich spadochroniarzy.

Koszaliński oddział spadochroniarzy z 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej tworzy jak dotąd 13 stałych członków w pełni umundurowanych i kilka osób, które przechodzą okres kandydacki. Wbrew porządkom panującym w armii GRH „Jack of Diamonds” nie ma dowódcy, który autorytarnie podejmuje decyzje np. o przyjęciu nowych członków. Wszystko odbywa się demokratycznie. Aby stać się jednym z nich nie trzeba zdawać testów sprawnościowych, powinno się jednak wykazać inicjatywą podczas przygotowywanych przez grupę pokazów i zlotów miłośników historii. Najmłodszy rekonstruktor amerykańskiego oddziału spadochroniarzy ma 17 lat, najstarszy 45. Do tego elitarnego grona aspirują też dwie kobiety. Jedna z nich odgrywa rolę sanitariuszki, druga reprezentuje Ochotniczy Korpus Kobiet. Na potrzeby inscenizacji panie potrafią też zmienić się we Francuzki witające z radością wyzwolicieli, jak to miało miejsce podczas ostatniego Międzynarodowego Zlotu Historycznych Pojazdów Wojskowych w Bornem-Sulinowie. Impreza ta była pierwszą, na której oficjalnie zaprezentowała się GRH „Jack of Diamonds”.

Przydział do jednostki

Pomysł utworzenia grupy zrodził się w gronie modelarzy, miłośników techniki militarnej i historii. O tym, że koszalinianie staną się amerykańskimi spadochroniarzami, zadecydowała ekonomia i trochę ideologia. Grupy Rekonstrukcji Historycznych charakteryzują się wielką dbałością o detale umundurowania i wyposażenia. W miarę możliwości sprzęt i mundur powinny być oryginalne lub stanowić wierne repliki. Koszalinianie założyli, że do niezbędnego minimum ograniczą używanie oryginalnego wyposażenia, gdyż jego miejsce jest w muzeach, stawiając na dobrej jakości kopie i własną produkcję. Poza tym oryginalne akcesoria są bardzo drogie a wśród replik mundurów z okresu II wojny światowej najbardziej dostępne jest uposażenie armii amerykańskiej i niemieckiej. Zgodnie doszli do wniosku, że nie chcą być „Niemcami”, dlatego ostatecznie stanęło na tym, że będą odtwarzać oddział naprowadzających (tzw. Pathfindersów) z 505. Pułku Piechoty Spadochronowej z 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej, konkretnie 1. Batalion – potocznie zwany „Jack of Diamonds”. Nazwa pochodzi od przydomku dowódcy batalionu majora Kellama, zwanego właśnie „Jack of Diamonds”. O wyborze tej właśnie jednostki zadecydowały dwie rzeczy. Po pierwsze pułk ten wsławił się wylądowaniem niemal w swojej strefie zrzutu i zdobyciem miasteczka Sainte-Mere-Eglise w nocy z 5 na 6 czerwca 1944 r. Była to pierwsza miejscowość wyzwolona spod hitlerowskiej okupacji podczas lądowania w Normandii. Bardzo spodobały im się też oznaczenia noszone na hełmach – pomarańczowy diament z czarną otoczką i literą J w środku tego samego koloru. Nie bez znaczenia jest też fakt, że wielu służących w tym oddziale żołnierzy miało polskie pochodzenie.

Idziemy na wojnę

Koszalińscy spadochroniarze-rekonstruktorzy większość swojego umundurowania i sprzętu zdobywają przez internet. W produkcji replik akcesoriów wojskowych specjalizują się m.in. Chińczycy. To co można koszalinianie starają się jednak robić sami. Oznakowaniem hełmów zajmuje się z powodzeniem Artur „Szu” Szuszkiewicz, który w grupie uchodzi za skarbnicę wiedzy o oddziale.

Choć żadna z osób działających w Grupie Rekonstrukcji Historycznych nie przeżyła II wojny światowej osobiście, to wiedza o tym czasie jest dla nich bardzo ważna. Wojciech „Sokol” Sokołowski jest pracownikiem Politechniki Koszalińskiej, a udział w rekonstruowaniu kawałka historii traktuje jako hobby. Trzeba przyznać, że jest to hobby bardzo pożyteczne, bo tam, gdzie pojawia się GRH, zawsze jest duże zainteresowanie ludzi. – Szczególnie dla młodego pokolenia II wojna światowa jest poniekąd abstrakcją. Dzięki nam mogą lepiej przyswoić historię, bo pokazujemy ją w atrakcyjnej formie – mówi „Sokol”. Dla nich samych liczy się nie tylko „przebieranie” za amerykańskich żołnierzy, ale także znajdowanie nowych faktów, które pozwalają poszerzyć znajomość historii oddziału. – Usystematyzowanie tej wiedzy sprawia frajdę, tym bardziej że wciąż dowiadujemy się czegoś nowego, np. okoliczności śmierci dowódcy oddziału zostały ustalone dopiero niedawno – tłumaczy Wojciech Sokołowski.

Bycie członkiem GRH „Jack of Diamonds” ma też inny, bardzo cenny walor: pozwala oderwać się od rzeczywistości. W ten sposób kilkoro koszalinian, wśród których jest m.in. przedsiębiorca, przedstawiciel medyczny, strażak, a nawet sędzia, staje się na chwilę wojennymi bohaterami. Z reguły traktowani są życzliwie, a czasem z przymrużeniem oka, bo kto to widział, żeby dorośli faceci bawili się w wojnę...?

Joanna Boruc

Koszalińska Grupa Rekonstrukcji Historycznych „Jack of Diamonds” angażuje się w różne pokazy i przedsięwzięcia związane z historią. 10 stycznia w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w galerii handlowej Emka zorganizowali obóz amerykańskich spadochroniarzy, gdzie za drobne datki na rzecz WOŚP pozowali do zdjęć. W całej okazałości zaprezentują się też w Darłowie na zimowym Zlocie Historycznych Pojazdów Militarnych, który odbędzie się w dniach 29-31 stycznia.

82. Dywizja Powietrzno-Desantowa ALL AMERICANS
82. Dywizja Piechoty została sformowana 25 sierpnia 1917 w Camp Gordon w stanie Georgia Była ona pierwszą jednostką sformowaną z rekrutów pochodzących ze wszystkich stanów. Dotychczas stosowano zasadę naboru z jednego stanu. Z tego właśnie względu uzyskała przydomek „All Americans”. Od tego pochodzi godło Dywizji – dwie białe litery AA. 82. DP brała udział w kilku kampaniach I wojny światowej, po wojnie została zdemobilizowana.Dywizję reaktywowano 25 marca 1942 roku, pod dowództwem generała Omara Badleya, a 15 sierpnia tego samego roku na jej podstawie stworzono dwie dywizje powietrzno-desantowe, czyli 82. DPD i 101. DPD, pierwsze tego typu jednostki w Armii USA. Zgodnie z obowiązującymi wówczas koncepcjami użycia wojsk powietrzno-desantowych oddziały spadochronowe miały zajmować oraz izolować tereny dogodne do lądowania szybowców. Spadochroniarze byli w praktyce czołówką poprzedzającą i przygotowującą lądowanie i późniejsze działania oddziałów szybowcowych.

 

-
-
2010-01-20
powrót

Inne artykuły

Michał Pawłowski - Mam swoje pięć minut

Szczeciński geniusz oprogramowania

Pierwsza dama szczecińskiej operetki

Nagrodzeni przez „Vivę” i „Plaboya”

Potrafiłabym pisać poważnie

© Wydawnictwo Fabryka Słowa Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone