Ludzie

Ho::lowniki, które sprzątają reklamy

-

Czy można połączyć zbieranie śmieci z modą, sztuką i biznesem? Od sześciu lat dowodzą tego koszalinianie z firmy HO::LO Studio. Ich designerskie torby, nazwane przez użytkowników ho::lownikami, szyte ze zużytych banerów i odpadów z drukarni, zawojowały zwolenników ekologii w całej Polsce. Klientów firmy można znaleźć praktycznie we wszystkich większych miastach. Kupują je ludzie mediów, graficy,komputerowcy i po prostu młodzi otwarci na nowe pomysły.

Tomek Kopyłowski, który prowadzi firmę razem ze swoją partnerką Ania Kamińską, (wcześniej dał się poznać jako muzyk, właściciel kultowego pubu 36,6 w Koszalinie, a także jako DJ), z pomysłem na robienie toreb z przetworzonych materiałów zetknał się wiele lat temu w Szwajcarii, gdzie wszystko się zaczęło. Potem podobne działania podjęli Hiszpanie i Niemcy. Ale tam materiałami były plandeki pochdzące z TIR-ów. w Polsce dość szybko oczywiste stało się, że naszą specjalnością powinny być banery, których w Europie Zachodniej właściwie się nie używa, a nad Wisłą rocznie wytrwarza się ich setki kilometrów czy raczej setki ton.

– Zacząłem eksperymentowanie z materiałami i poszukiwanie własnego stylu – wspomina Tomek – co polegało na umiejętnym wykorzystaniu zadrukowanych wcześniej banerów do uszycia toreb.

Przypadkowo fajna firma

Życie samo podsuwa możliwości związania pozornie niepasujących do siebie elementów w jedną całość. I tak firma rodziców Ani została wykorzystana do uszycia pierwszych egzemplarzy przyszłych ho::lowników. Zostały one podarowane znajomym, bardzo się spodobały i naturalnym kolejnym krokiem stało się myślenie o dystrybucji, czyli rozpoczęciu poważnej działaności gospodarczej, z księgowością i pracownikami. Choć i dla Ani, i dla Tomka zdecydowanie bardziej interesujące było samo wymyślanie toreb, selekcjonowanie materiału i cała ta otoczka związana ze stylem życia.

– Początkowo sądziłem, że nasz produkt spodoba się środowiskom hiphopowym i DJ-skim – mówi Tomek Kopyłowski – ale życie zweryfikowało moje myślenie. Nasze wyroby nie mają określonego targetu ani z uwagi na płeć, ani wiek, ani subkulturę czy wykonywany zawód. Cieszy, że „kupili” nas ludzie otwarci na nowości, dla których ma znaczenie fakt, że w jakiś sposób przeciwdziałają degradacji środowiska naturalnego poprzez posiadanie torby z naszym logo – dodaje Tomek.

Produkowane przy ul. Franciszkańskiej torby nazywane są miejskimi, ponieważ produkowane są w całości z materiałów, które pochodzą ze środowiska miejskiego, głównie z agencji reklamowych czy drukarni. Stąd niedawno wymyślone przez właścicieli słowo, które definiuje ich aktywność: advercykling (polączenie advertisingu – reklamy z recyklingiem).

Recykling użytkowy

Te kilka lat istnienia na rynku spowodowało nie tylko rozpoznawalność marki i swoistą modę na recyklingowe torby, ale też specjalne myślenie „producentów” materiału. Wśród klientów koszalińskiej firmy są tacy, którzy cyklicznie zamawiają duże ilości ho::lowników dla swoich klientów i pracowników i od pewnego czasu uczulają plastyków, którzy projektują dla nich banery reklamowe, żeby zawczasu pomyśleli, że powstaną z nich torby. To pokazuje, w jak nieoczekiwany czasem sposób może rozwijać się prosty w sumie proces tworzenia rzeczy użytkowych z, co tu dużo mówić, śmieci.

Pierwsze poważne zamówienie na 2 tysiące sztuk przyszło od jednego z operatorów telefonii komórkowej, której przedstawiciel zobaczył torbę u znajomego Tomka.

HO::LO w Polsce

i na świecie

Na stronie internetowej firmy widać, jak rozmieszczona jest sieć dystrybucji w Polsce, ale także w Europie i nawet w Japonii. I choć trudno mówić o klasycznym targecie HO::LO, to jednak po adresach mailowych zamawiających widać, że torby kupują w dużej mierze ludzie z mediów (Polsat, TVN, Wirtualna Polska), agencji reklamowych, ale także galerii artystycznych (m.in. warszawska Zachęta).

Skoro mowa o sztuce, to warto wspomnieć o obecności HO::LO Studia na różnych imprezach organizowanych właśnie przez designerów, artystów czy galerie sztuki.

Równolatkiem koszalińskiej firmy są warszawskie Przetwory, czyli konkurs na projekty przedmiotu użytkowego wykonanego z materii odzyskanej. Ania z Tomkiem zostali tam zaproszeni przez organizatorki razem z kilkunastoma innym „rękodzielnikami”. w grudniu 2009 roku odbyła się czwarta już edycja imprezy, na której pojawiło się już 150 wystawców, także z zagranicy.

Dzięki zakupom robionym u nich przez pracownice Galerii Zachęta dostali zamówienie na przetworzenie banerów, które pozostały po jednej z wystaw. I tak torby z logo HO::LO trafiły do sklepu, który funkcjonuje przy galerii. Kolejne ciekawe spotkanie mieli z Muzeum Narodowym w Krakowie, w którym latem ubiegłego roku można było obejrzeć wystawę „Historia torebki”. Zamówienie na kilkaset torebek trafiło do Koszalina, a potem można je było kupować przy okazji wystawy jako gadżet, będący najnowocześniejszą wersją obiektu wystawy. Najbardziej prestiżową pracą dla całej załogi HO::LO Studio było uszycie 500 toreb dla Muzeum Powstania Warszawskiego z grafiką autorstwa Wilhelma Sasnala, którą można zobaczyć także przy wejściu do muzeum.

 

Ile da się przetworzyć?

Przy okazji różnych działań publicznych i kontaktów z „producentami” materiału do toreb, Ania z Tomkiem uzmysłowili sobie, że żeby skutecznie uprawiać advercykling, nieomal każda drukarnia w Polsce powinna mieć swoje HO::LO Studio. Oni sami pracują tylko z dwiema, a i tak nie są w stanie przetworzyć wszystkiego, co do nich trafia. Jedną z nich jest szczecińska drukarnia Totem, która przekazuje im prawie trzy tony materiału do przetworzenia. Produkują ok. 8-10 tysięcy toreb rocznie.

Na pytanie, czy byłby popyt na tyle recyklingowanych produktów, Tomek odpowiada, że przecież oprócz toreb i portfeli (niezwykle trwałych), materiału z banerów można używać np. do worków na gruz przy remontach mieszkań czy zamiast folii przy malowaniu mieszkania. Można też czasowo zatkać nim dziurę w dachu w garażu czy przykryć kompost na działce. Banery żyją średnio kilka tygodni, a materiał z których są zrobione – kilkaset lat. Warto więc pomyśleć o ich ponownym wykorzystaniu.

Właściciele Studia sami już mocno nasiąknęli ideą recyklingu użytkowego i właśnie wzbudzają zainteresowanie kolejnym pomysłem, jakim jest puf, który powstał na bazie bębna pralki automatycznej z przymocowanymi kółkami z gąbką do siedzenia i kolorowym obiciem. Na razie trwa przygotowanie pierwszych kilkunastu sztuk, ale już wiedzą, że chętnych będzie dużo więcej. Więcej też na pewno będzie kolejnych pomysłów, oczywiście związanych z przetwarzaniem, bo dało się zauważyć, że ta idea jednoczy fajnych ludzi i powoli zaczyna zmieniać myślenie dotyczące bycia przyjaznym dla środowiska.

 

Kto i po co używa

ho::lowników?

 

Tomek z Anią nie zwracają szczególnej uwagi na nazwiska ich klientów, ale są wśród nich np. Maciej Nowak, dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie, piosenkarka Kasia Klich i panowie z Kabaretu Chatelet.

Próżno jednak szukać zdjęć, na których można ich zobaczyć z torbami HO::LO. Bo dla Tomka i Ani ważny jest produkt, a nie podpieranie się celebrytą. Podobna zasada dotyczy „wycinania” banerów – klient nie powienien się zorientować z jakiej reklamy pochodzi wzór.

A do czego mogą służyć ho::lowniki? Oczywiście jak to torby – do wszystkiego. Można w nich nosić płyty, laptopy, książki. Jeden z klientów, poważny człowiek, właściciel kilku aptek w dużym mieście, stwierdził, że torba z Koszalina doskonale nadaje się do noszenia… węża.

Stare porzekadło głosi, że wąż lokuje się najchętniej w kieszeni, ale jak widać, jeśli działa się w sposób przyjazny naturze, ten stereotyp może się odmienić.

 

Puf, który powstał na bazie bębna pralki automatycznej
Puf, który powstał na bazie bębna pralki automatycznej
Ania i Tomek holo
Ania i Tomek holo
-
-
-
-
-
-
2010-01-21
powrót

Inne artykuły

Michał Pawłowski - Mam swoje pięć minut

Szczeciński geniusz oprogramowania

Pierwsza dama szczecińskiej operetki

Nagrodzeni przez „Vivę” i „Plaboya”

Potrafiłabym pisać poważnie

© Wydawnictwo Fabryka Słowa Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone